Alina
- Powiedz, Alino, dziwiłaś się ostatnio, że jestem taki małomówny i tajemniczy?
Jakiaś nieznana nutka w głosie Petera oderwała ją od czytania.
- Tajemniczy? – powtórzyła. Podniosła głowę znad książki i przyjrzała się mężowi. Rzeczywiście wyglądał tak, jakby coś z trudem hamowanego, coś radosnego wypełniało go po brzegi i groziło w każdej chwili eksplozją. Zapewne tajemnica. Jedna z tych przemiłych, przemyślanych niespodzianek, którymi lubił ją zaskakiwać. – Tak, byłeś ostatnio jakiś inny – powiedziała powoli, szukając jednocześnie w pamięci przegapionych dotychczas objawów tej inności. Peterowi byłoby przykro, gdyby dowiedział się, że na ogół mało zwracała uwagi na niuanse jego nastrojów.
- No widzisz! Bałem się, że zaczniesz pytać! – Usiadł w drugim rogu kanapy i za jej przykładem podciągnął nogi. Wydzieliła mu kawałek koca, przykrył się skwapliwie. Ujął jej stopę w obie dłonie i powiedział: – Załatwiałem wszystko, gdy byłaś w pracy i teraz mogę ci powiedzieć, że u d a ł o się! Jest tak, jak sobie wymarzyliśmy!
- Znalazłeś pracę? – wykrzyknęła. O tak, życzyła mu tego z całego serca. Peter źle znosił bezrobocie, a spełnianie obowiązków gosposi nie dawło mu żadnej satysfakcji. Wbrew wspólnie głoszonemu przekonaniu, że jest to zadanie równie wartościowe jak praca Aliny w instytucie, czuł się zdegradowany i poniżony faktem, że nie przynosił do domu pieniędzy.
- Nie tylko! – odpowiedział z radosnym śmiechem. – Wszystko jest tak jak sobie wymarzyliśmy. Wszystko!
- To znaczy… – nie śmiała za wcześnie się cieszyć. Tak, sama dojrzała już do zamiany ról.
- To znaczy – podjął – że teraz ja będę utrzymywał rodzinę. Będziemy mieszkali na wsi. Może zbudujemy dom, a może kupimy jakiś. Na razie wynająłem coś. To znaczy – zastrzegł się – nie podpisałem jeszcze umowy, ale myślę, że tobie też się ten dom spodoba. Jeżeli chcesz, pojedziemy tam natychmiast.
*
Dopiero w samochodzie Alina zaczęła rozumieć, że ich życie zmieni się teraz zupełnie. Czy na lepsze? Materialnie na pewno. Nareszcie będzie mogła bez skrupułów porzucić pracę w instytucie hodującym zwierzęta doświadczalne. Miała już dość skomplikowanych wygibasów, do których ta sytuacja zmuszała jej sumienie. Teraz, powiedział Peter, Alina może poczekać, aż trafi jej się coś naprawdę dobrego, może też zwyczajnie zostać w domu i zająć się mieszkaniem, ogrodem i czym tylko zechce.
- Kupimy porządny samochód – powiedział Peter, gdy znów wyprzedził ich cały sznur pojazdów, który zebrał się za nimi na odcinku z ograniczoną szybkością. – Widziałaś, nie dali mi nawet pokazać, czy mogę jechać szybciej!
- BMW nie wyprzedzaliby tak bez szacunku – przyznała Alina. – Pamiętasz, jak mój ojciec pożyczył nam swój samochód?
- Jechałaś wolno jak żółw, a oni grzecznie czekali, bo wiedzieli, że jak naciśniesz gaz…
- To było miłe uczucie – przyznała.
- A teraz popatrz – rozżalił się. – Jadę setką, im też nie wolno szybciej, ale przedtem m u s z ą mnie wyprzedzić, bo to wstyd jechać za takim gratem. Kupię Jaguara!
- A dla mnie Smarta!
- Smartem nie pojedziesz na autostradę.
- Na autostradę będę brała Jaguara.
Peter nie odpowiedział. Alina uśmiechnęła się wyrozumiale. Nie wątpiła, że jeśli pojawi się w rodzinie Jaguar, będzie musiała zadowolić się drugim miejscem w sercu męża. Przez jakiś czas przynajmniej.
- Nie bój się, nie zrobię mu krzywdy – obiecała.
Odchrząknął.
- Wiesz, Jaguar ma silny motor, lubi większe szybkości, a ty się zawsze tak wleczesz, to może mu zaszkodzić. Motor musi od czasu do czasu popracować na dużych obrotach. Wykorzystać całą moc, pokazać co umie.
- Ty się tym zajmiesz. Sam mówisz, że od czasu do czasu. Czyli nie zawsze. Ja mogę sobie jeździć powolutku. – Peter westchnął nie przekonany. – Ostrożnie – dodała szybko. – Przynajmniej ci go nie rozbiję. Zresztą, poczekajmy…
- Na co?
- Aż go kupimy.
Uśmiechnęli się do siebie i dalej jechali w milczeniu.
Alina obserwowała męża. Zastanawiał się nad czymś. Prawdopodobnie nad tym, jak powstrzymać ją przed używaniem Jaguara. Najlepiej wybić mi z głowy Smarta, pomyślała.
- A nie wolałabyś Golfa? – spytał nagle Peter. – Nadaje się i do miasta, i na autostradę.
- Zamiast Jaguara? Może być – zgodziła się, a Peter nagrodził ją pełnym respektu spojrzeniem.
W miasteczku zatrzymali się na krótko przed biurem maklera. Peter zostawił Alinę w samochodzie i wbiegł do środka. Wrócił po chwili.
- Kemp dojdzie do nas później, myślę, że wolisz obejrzeć dom po raz pierwszy tylko w moim towarzystwie – powiedział pokazując klucz.
*
Zaraz za miasteczkiem leżało osiedle willowe z ostatnich lat dziewiętnastego stulecia. Peter skręcił w obsadzoną kasztanami ulicę. Czy ceny gruntu w tamtych czasach bywały niższe, czy może raczej na posiadanie willi mogli pozwolić sobie ludzie i tak już bardzo zamożni, w każdym razie wszystkie domy otaczały rozległe ogrody. Porastające parcele kilkudziesięcioletnie drzewa i krzewy, a także ceglane mury od strony ulicy zasłaniały je przed wzrokiem przechodniów. A jednak w dzielnicy tej nie mieszkali spragnieni luksusów bogacze, miasteczko nie mogło zapewnić, koniecznych do kupna i utrzymania willi, zarobków, a najbliższe wielkie miasto leżało za daleko. W niektórych domach dożywali swych dni dawni ich właściciele, starzy i samotni, inne niszczały w beznadziejnym oczekiwaniu na kupca, zaś kilka z nich zrezygnowani sukcesorzy wynajmowali umeblowane, przy czym czynsz kalkulowano tak, aby z jednej strony opłacał się lokatorom, a z drugiej pokrywał przynajmniej koszty, jakie przynosiło posiadanie tej nieruchomości.
- To są kasztany – powiedziała Alina. – Bądzie pięknie, gdy zakwitną. Kasztany cudownie pachną.
- To tu – powiedział Peter i wjechał przez otwartą bramę na żwirowany podjazd.
Teren wznosił się lekko w stronę budynku. Na końcu podjazdu stał ogromny dom. Oszalowany białymi deskami z szarym, łupkowym dachem, na pierwszy rzut oka przypominał jakiś pensjonat w Harzu. Ogromny, o nieregularnych kształtach zdawał się być zbiorem poszczególnych elementów, które ktoś zapragnął mieć, a które architekt złożył w jedną całość, nie trzymając się przy tym żadnej zasady.
Alina wyskoczyła z auta i stała długo wpatrując się bez słowa w ten fantastyczny twór.
- Bez względu na to, jaki jest w środku, chcę tu mieszkać! – powiedziała, gdy ochłonęła na tyle, że zdolna była wyrazić swoje zdanie. A potem dodała: – Właściwie czuję się, jakbym już tu mieszkała. To mój dom.
_______________________________
