Alina Alinka (8)

Niecierpliwość nie pozwoliła Alinie czekać, aż doktor Aumann sam zatelefonuje. Wstała wcześnie, tuż przed Peterem, bo doświadczenie nauczyło ją, że jeśli pozwoli sobie na dłuższe spanie, mąż natychmiast wykorzystuje jej nieobecność, by wyczyniać jakieś sztuczki. A tak, gdy z daleka, ale nie kryjąc się, obserwowała jego poczynania, mieszała mu szyki. Zaledwie Peter odjechał do pracy i została w domu sama, zadzwoniła pierwsza do gabinetu Aumanna. Doktor badał właśnie jakiegoś pacjenta, przeprosił jednak Alinę osobiście i obiecał zatelefonować, gdy tylko będzie wolny. Uznała to za widomy znak, że odkrył coś złego. Gdyby badania nic nie wykazały, Aumann powiedziałby jej to natychmiast, bo nie trwałoby to dłużej niż przekładanie rozmowy na późniejszy termin. Ale tak, jak sprawy stoją, konieczna jest obszerniejsza rozmowa. To nie trochę za dużo cholesterolu, ale LSD, silny halucynogenny narkotyk…

Alina poczuła, że trzęsą jej się ręce, gdy odkładała słuchawkę. Usiadła obok na krześle. Nie potrafiłaby teraz zająć się czym innym niż czekaniem, bo nie znała zajęcia dość neutralnego, by jego sens nie zmienił się po tym, jak ona dowie się prawdy. Przez całą wieczność telefon milczał, lecz gdy wreszcie zabrzęczał, Alina poderwała się zaskoczona i upuściła słuchawkę. Usiłując podnieść ją z podłogi przewróciła krzesło, które upadłszy popchnęło słuchawkę pod komodę.

- Hallo, pani Randle, jest tam pani? – skrzeczący w słuchawce głosik nie przyczyniał się do uspokojenia wzburzonych nerwów Aliny.

- Jestem – wydyszała wreszcie. – Mały wypadek – wyjaśniła.

- Skaleczyła się pani? – zatroszczył się lekarz.

- Ach, nie. To tylko telefon się przewrócił. Nieważne, doktorze. Skończył pan analizy?

- Niestety… – zaczął.

- Niestety..? – powtórzyła i oparła się o ścianę.

Roześmiał się. – Słyszę przerażenie w pani głosie. Przepraszam. Nie miałem, mówiąc niestety na myśli, że ma pani złe analizy. Może tylko trochę za dużo cholesterolu, ale minimalnie, jeszcze w granicach normy. Warto po prostu wiedzieć. Powiedziałem niestety mając na myśli te inne badania, wie pani…

- Proszę mi wreszcie powiedzieć!! – krzyknęła Alina.

- Wszystko w normie! – wypalił jak z pistoletu i dopiero po krótkiej przerwie powiedział lekko zdziwionym tonem. – Nie przypuszczałem, że pani czegoś się obawiała…

W tej sytuacji Alina uznała za stosowne przedstawienie przygotowanej na wszelki wypadek bajeczki o party. Owszem, obawiała się. Jakże inaczej mogłaby wytłumaczyć swój wybuch? Aumann wyraził zrozumienie, przykazał Alinie na przyszłość mieć do niego więcej zaufania i zwierzać mu się ze swoich kłopotów. Wyjaśnił wreszcie, że użył słowa niestety przekonany, że prowadzi z Aliną towarzyską, nawet koleżeńską pogawędkę, a nie jako jej lekarz. Jako hobbysta nie przepadał za negatywnymi wynikami analiz.

- Najlepiej przeczytam pani, czego i przy pomocy jakich metod nie udało mi się wykryć – powiedział poważnie – żeby zupełnie panią uspokoić. Zadzwonię za chwilę, po następnym pacjencie.

Alina odłożyła słuchawkę, ale nie ruszyła się z miejsca. Wierzyła doktorowi Aumannowi i jego przyrządom. Nikt jej nie truł. Czuła, że powinna teraz ponownie przemyśleć wszystko, zmienić punkt widzenia, ale dopóki siedziała tu uwiązana przy telefonie, nie potrafiła. Gdzieś w jej głowie rodziło się postanowienie nie upierania się przy wersji o zbrodniczym mężu i myśl ta już teraz wywoływała w niej prócz ulgi lekki niepokój. Bo jeżeli to nie Peter…

Chwyciła się poręczy krzesła, bo zdawało jej się, że wszystko, co widzi, przesunęło się nagle o parę centymetrów w lewo i w dół. Zmieniła trochę pozycję, przechyliła głowę i świat powrócił do normy.

To nie on. Jej mąż kochał ją, troszczył się o nią. Zatęskniła za nim gwałtownie. Czy nie nadwerężyła ostatnio jego cierpliwości? Co zrobi, gdy Michael zniechęci się i odejdzie? Tak jak już inni przed nim… Bała się. Potwornie, bardziej niż śmierci, bała się rozstania. Od kiedy Gerbrand zostawił ją samą…

- Dlaczego nie dzwonisz? – szeptała do milczącego aparatu – Zadzwoń, spytaj się jak się mam, co robię. Obiecałeś!

Pochwyciła słuchawkę, ledwo zadźwięczał dzwonek.

- Tak?

- Tu doktor Aumann – głos nie był męża. – Dzień dobry.

- Dzień dobry – odpowiedziała zawiedziona.

- Badałem panią niedawno. Wyniki analiz są wszystkie w normie, jak pani wie. Martwi mnie jednak stan pani nerwów. Mówiliśmy już o tym, prawda? Myślałem, że odwiedzi mnie pani znowu, ale widzę, że nie mamy umówionego terminu.

- Czy to konieczne? – spytała zdziwiona.

- Chciałbym namówić panią na wizytę u kolegi… On lepiej zna się na psychosomatyce…

- Więc co mam zrobić? – Alina była zniecierpliwiona. Ten Aumann blokował telefon, jeżeli Michael próbuje teraz zadzwonić…

- Powiedzmy jutro dziesiąta trzydzieści. Dobrze?

- Dobrze. Do widzenia – śpiesznie nacisnęła widełki.

M i c h a e l ? Czyżby znów nazwała tak w myślach Petera?!

Jakiego P e t e r a ? spytała jakaś cząstka jej duszy i Alina zerwała się z krzesła przerażona. Wybiegła przez pokój śniadaniowy na słoneczny taras.

- Jakiego Petera? – powtórzyła głośno – Czy to ja się pytam, jakiego Petera!!! – krzyknęła tak przeraźliwie, że wróble z furkotem poderwały się z trawnika.

Nie ulegało wątpliwości: znów miała atak. Wydawało jej się, że przecież dość normalnie rozmawiała z doktorem Aumannem, gdy u niego była. I za pierwszym, i za drugim razem. To raczej on wykazywał, jeśli tak można nazwać jego wręcz fanatyczne zainteresowania, odchylenia od normy. A jednak musiał coś zauważyć. Dlaczego inaczej wysyłałby ją do psychosomatyka? Przypomniała sobie, że zamiast odczytywać jej wyniki analiz, doktor Aumann umówił się z nią na konsultację. Widocznie uznał po pierwszej rozmowie dziś rano, że trzeba szybko coś przedsięwziąć. Odłożył na krótko słuchawkę, po to tylko, żeby się nad tym zastanowić, żeby przygotować sobie w myślach takie zdania, które nie spłoszą, nie podrażnią Aliny. Uświadomiła sobie, że nie zapamiętała, na którą się umówili. No cóż, będzie trzeba zadzwonić. Nie ma się co przejmować, że Aumann źle sobie o stanie jej umysłu pomyśli, on już ma ugruntowane zdanie…

Poszła zatelefonować z biblioteki. Obrzydliwa błyszcząca tapeta znów była na ścianie. Jak Peter mógł zdążyć…? Kiedy to było? Przedwczoraj! Przedwczoraj zajrzała tu, gdy szukała męża, bo nagle zatęskniła za nim. Nie! Peter nie byłby w stanie dokonać takiej sztuczki. To nie on był jej autorem. Więc jednak ona sama… Ona, organicznie zdrowa, nie zatruta… Co pozostaje?

Alina odsunęła na razie od siebie te myśli i wystukała numer doktora.

Sekretarka długo wertowała kalendarz. Nie, Alina nie miała zamówionej wizyty. Umawiała się z samym doktorem? To może on coś będzie wiedział? Chwileczkę.

W słuchawce zabrzmiała pogodna muzyczka. Czekając aż Aumann się zgłosi, Alina zastanawiała się gorączkowo. Czyżby i on należał do spisku? Bzdura! Jakiego spisku? Wierzyć w to oznaczałoby cierpieć na manię prześladowczą. Czy rzeczywiście odbyła się ta druga rozmowa telefoniczna z Aumannem? Czy była tylko częścią ataku? Jak to sprawdzić nie wzbudzając podejrzeń lekarza? W tym samym momencie, gdy melodyjka urwała się nagle i w słuchawce odezwał się Aumann, Alina doznała olśnienia.

- Przepraszam, że pana znów niepokoję, doktorze. Rozmawialiśmy przed chwilą. – Pierwsza, ta prawdziwa rozmowa, też na upartego odbyła się przed chwilą. – Pod koniec zobaczyłam przez okno kota skradającego się do młodego kosa i tak mnie ta scena zaabsorbowała, że nie pamiętam teraz, na czym skończyliśmy…

Doktor zaszeleścił papierami. – Mam wydruki tu jeszcze, na biurku – powiedział. – Chętnie przeczytam je jeszcze raz, choć jak pani wie, wszystkie analizy wypadły negatywnie.

To w zasadzie wystarczyło Alinie. Zrozumiała: rozmowa odbyła się, ale inna, nie ta, która pozostała w jej pamięci. Na wszelki wypadek powiedziała: – Analiz dosłuchałam do końca. Zdawało mi się tylko, że potem zaproponował mi pan nowy termin…

- Nowy termin? Nie, nie ma potrzeby. Chyba, że pani podłapała jakąś infekcję już po ostatnich badaniach.

- Nic mi nie jest. Dziękuję.

- A kos?

- Kos? – zdziwiła się. – Ach, kos… – przypomniała sobie. – Nic mu się nie stało. Jego rodzice zaatakowali kota i przepędzili go z ogrodu.

- No to wszystko w najlepszym porządku – ucieszył się Aumann i na tym rozmowa się skończyła.

*

- W najlepszym porządku… – powtórzyła Alina z goryczą. – W najgorszym nieporządku, powiedziałabym raczej…

Siedziała w kuchni popijając kawę. Postanowiła gruntownie przemyśleć całą historię. Wybrała kuchnię ze względu na srebrne sztućce. Miała bowiem nadzieję, że dopóki widelec, który położyła przed sobą na stole nie zmienił się ze srebrnego w stalowy, dopóty mogła być pewna, że nic nie mąciło jej umysłu.

Przede wszystkim uniewinniła Petera. Po pierwsze nie truł jej. Nikt w ogóle jej nie truł. Trucie, narkotyki jako przyczyna niewytłumaczalnych zjawisk odpadały. Jak inaczej Peter mógłby wpłynąć na sposób w jaki postrzegała otaczającą ją rzeczywistość? Zamiana piwa na wino, chowanie firaneczki, ostatecznie jeszcze sztućców i leżanek, to mogłoby mu się udać. Mógłby nawet potrafić grać inną rolę, opowiadać jej kłamstwa. Ale za jej plecami tapetować co parę dni duży, zastawiony ciężkimi regałami pokój, albo przecharakteryzowywać się tak, żeby wyglądać jak ktoś inny…? Nie, to było absolutnie niemożliwe.

Jeśli więc nie Peter, to kto? Jutta? Najlepsza przyjaciółka, z którą znały się od lat? Po co?

Kto pozostaje?

Michael, którego rola w życiu Aliny ograniczała się do występowania w jej przywidzeniach?

Doktor Aumann? Zupełnie obcy człowiek, lekarz, którego Alina wybrała według własnych kryteriów?

Nawet, gdyby któraś z tych osób miała swoje powody, by pragnąć zguby Aliny, to raczej żadna z nich nie dysponowała siłami nadprzyrodzonymi.

Jeżeli to nie Hansi z niebieskimi włosami i nie ekipa remontowa, ani kasjerki w supersamie czy kelnerzy w restauracjach dokonywali zamachów na Alinę, jeśli krótko mówiąc nikt z zewnątrz nie uwziął się na nią, to przyczyna przedziwnych doznań musiała mieć źródło w niej samej. Paranoja? Schizofrenia? Zgodzić się na tę wersję oznaczało zdradzić samą siebie. Uwierzyć, że nie ma się zaufania do własnych zmysłów. Oddać się w łaskę i niełaskę psychiatrów. Alina zastanowiła się, czy udałoby jej się, zamiast złożyć broń i przyznać się do ciężkich zaburzeń psychicznych, jeszcze przez jakiś czas popróbować wyjaśnić wszystko na własną rękę? A nawet, gdyby ostatecznie nie znalazła innego wyjaśnienia poza schizofrenią, spróbować zachować tę diagnozę dla siebie? Nic nikomu nie mówić? Alina, która zetknęła się w życiu z chorymi psychicznie, wiedziała, że nie jest to dolegliwość akceptowana społecznie. Wariat, pomylony są określeniami wywołującymi lęk, a pochodzącymi z niezrozumienia i niewiedzy. Wstrząsy elektryczne, insulina czy inne podobnie brutalne, a nieskuteczne metody leczenia także jeszcze nie należały całkowicie do przeszłości. Lekarzom często wystarczał minimalny pozytywny skutek jakiegoś specyfiku, by skazywać pacjentów na daleko gorsze cierpienia związane z ubocznym działaniem lekarstwa. A przecież w wielu wypadkach wystarczyłoby zaakceptowanie faktu, że chorzy żyją jakby w dwóch światach, lub, że odczytują nasz, normalny świat innymi niż my zmysłami.

Czy tylko nie było już za późno? Peter i Jutta powzięli podejrzenia. Alina jęknęła na wspomnienie swojego zachowania w ciągu ostatnich dni, analizując je przy założeniu, że obiektywnie nic podejrzanego się nie działo. To musiało zrobić na Peterze jak najgorsze wrażenie. Cud, że nie postarał się o kaftan bezpieczeństwa dla niej. Jak mogła podejrzewać go o złe zamiary względem siebie? Gdyby ten kochający, głęboko do niej przywiązany, wierny Peter zmienił się nagle w podstępnego mordercę, to właśnie on musiałby być chory. Ale przywidzenia miała ona, nie on. Jak dobrze, że zaczęła wreszcie zdawać sobie z tego sprawę. Dzięki temu może uda jej się wszystko naprawić.

Żeby tylko Peter z Juttą dali się jeszcze uspokoić. Kto wie, ile narad odbyli już za jej plecami? Do jakich wniosków doszli, jakie kroki zamierzali przedsięwziąć?

Alina postanowiła od zaraz zacząć się bacznie obserwować. Siebie i swoje otoczenie. Przecież dotychczas za każdym chyba razem poznawała, że coś jest inaczej. To napawało optymizmem.

_______________________________

Alina Alinka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

~ by alijar on December 30, 2000.