Alina Alinka (6)

Z Danielem Aumannem poszło Alinie o wiele łatwiej, niż się spodziewała. Lekarz okazał się hobbystą, zbieraczem aparatury medycznej, głównie laboratoryjnej. Kupował wycofywany przez kolegów sprzęt, ograniczał się przy tym z konieczności, by móc pomieścić to wszystko, do niedużych urządzeń i powoli ukierunkowywał swoje zainteresowania. W rezultacie jego zbiory mogłyby konkurować z dobrze wyposażonym laboratorium medycyny sądowej. Bolał jedynie nad tym, że na ogół nie miewał okazji wypróbowywania swoich zabawek. Siłą woli podtrzymywaną przez medyczny etos powstrzymywał się od wykonywania badań bez wiedzy pacjentów, a najbliższa rodzina od dawna dość nerwowo reagowała na prośby nasiusiania do zlewki, czy naplucia do probówki, więc o paru mililitrach krwi czy spermy nieszczęsny Daniel nie odważał się nawet wspominać. Czasem z łaski ktoś przynosił mu włosy po strzyżeniu, lub parę zrzynków paznokci, ale to było już wszystko, na co mógł liczyć.

Zainteresowanie Aliny możliwościami jego laboratorium dało Aumannowi doskonały pretekst do pochwalenia się zbiorami, a także i tym, że sam każdy aparat potrafi obsłużyć. Z radością pochwycił pełen zachwytu błysk oka pacjentki.

- Załóżmy – powiedziała – że ktoś mnie truje. Mam objawy… powiedzmy… halucynacje, czy jakieś inne zaburzenia świadomości. Podejrzewam coś, ale brak mi dowodów. Żyję jeszcze, więc nie może mnie pan pokroić. Czy…

- Wiem, co pani ma na myśli – ton głosu lekarza świadczył o tym, że traktuje wypowiedź Aliny jako czystą teorię. – Owszem, potrafiłbym wykryć truciznę.

- A nie trzeba by najpierw wiedzieć, czego się szuka?

- Widzę, że pani się na tym zna – pochwalił, chcąc za wszelką cenę pozyskać Alinę (a może raczej coś z Aliny) dla swoich badań. – Jest na świecie, rzecz jasna, dużo substancji wywołujących takie objawy. Z drugiej strony jednak, dla przestępcy liczbę tę poważnie ograniczają możliwości zdobycia danej trucizny, a także i to, że nie każdy truciciel jest fachowcem. Truje się tym, co łatwo znaleźć czy kupić. Nie można także truć czymś, o czym się nie wie, że istnieje.

Alina kuła żelazo póki gorące.

- Jakże chętnie zobaczyłabym te aparaty w akcji. Wie pan, jestem mikrobiologiem, praca w laboratorium zawsze sprawiała mi przyjemność. No, a rutynę załatwiały laborantki.

Aumann rozpromienił się.

- Widzę, że mam do czynienia z koleżanką – pochwalił.

Alina wiedziała dobrze, że tylko interes własny sprawił, że lekarzowi to świętokradcze pochlebstwo przeszło przez gardło. Nie wahała się już.

- Gdyby pobrał mi pan więcej krwi i czego tam jeszcze potrzeba, wolno by mi było poasystować przy badaniach?

Aumann z trudem powstrzymał się od natychmiastowego zawleczenia Aliny na kozetkę i wbicia w nią strzykawki, największej jaką miał.

- Ależ oczywiście – zawołał. – Choć musi pani wiedzieć, że niektóre analizy potrwają kilka, lub nawet kilkanaście godzin.

- Och nie, bardzo żałuję, ale nie mam niestety tyle czasu. Wystarczy mi coś szybkiego, a efektownego. – Po dziesięciu latach pracy w laboratorium Alina była szczęśliwa, że nie ma z tym już nic do czynienia. Widząc jednak przykrość malującą się na twarzy Aumanna zrozumiała jej przyczynę i dodała szybko: – Zatelefonuję żeby się dowiedzieć o resztę – czym dała mu do zrozumienia, że nie poskąpi mu ani krwi, ani moczu, ani czego sobie tylko zażyczy.

- Te badania zrobię oczywiście na własny rachunek, – odwdzięczył się uszczęśliwiony lekarz. – Zastanowił się chwilę – Ach, co tam – dodał. – Wszystkie badania. Dziękuję pani…

*

Alina wychodziła z gabinetu bardzo zadowolona z siebie. Osiągnęła co chciała nie wzbudzając w Aumannie najmniejszych podejrzeń. Badacz–hobbysta, przyzwyczajony do tego, że zawsze tylko jemu samemu zależało na poszerzonym wachlarzu badań, nie zauważył, że tym razem sytuacja przedstawiała się odwrotnie. Oczywiście, Alina miała szczęście trafiając na lekarza z takim hobby. Na wypadek gdyby Aumann coś znalazł, Alina przygotowała sobie bajeczkę. Postanowiła zwierzyć się, że brała udział w party, na które zostali z mężem zaproszeni przez jednego z klientów. Towarzystwo zachowywało się dziwnie, ona z mężem po pewnym czasie też i Alina obawiała się, że dodano czegoś do napojów. Poprosi o wyniki analiz. Potem, w domu, zupełnie prywatnie, podetknie je Peterowi pod nos i zaproponuje, żeby jeżeli ma do niej jakieś pretensje, wyjaśnił je w bardziej cywilizowany sposób. Za długo się znali, za wiele dobrego ich łączyło. Alina wiedziała, że gotowa byłaby Peterowi wybaczyć, jeżeli tylko okaże się, że jego pobudki nie były niskiej natury, jeśli w grę nie wchodziły pieniądze czy inna kobieta.

Dochodziła jedenasta. Alina, ponieważ oddawała krew na czczo, nie jadła jeszcze śniadania. Zakładała, że Peter skończył już z Kleinem i także zasłużył na przerwę. Zatelefonowała więc do niego i zaproponowała mu spotkanie w kawiarni. Miała ochotę przyjrzeć się mężowi teraz, gdy minęły najsilniejsze emocje, i sprawdzić, czy uda jej się dopatrzeć w nim cech, dzięki którym był zdolny do prowadzenia swej diabolicznej gry. Peter ucieszył się, gdy powiedziała, że jest niedaleko i chętnie przyjął zaproszenie.

Przybyła do kawiarni wcześniej od niego i zajęła stolik we wnęce okiennej. Gdy podeszła kelnerka, Alina zamówiła drugie śniadanie na dwie osoby, sama dokonując wyboru potraw. Znała przecież gusta Petera. Dopiero po chwili zastanowiła się, czy nie popełniła błędu. Może Peter właśnie to miał jej za złe, że nie pytała go nigdy o takie rzeczy, bo zakładała, że on od lat się nie zmienił. A czy się zmienił? W jakiś sposób niewątpliwie, jeśli potrafił truć najdroższą niegdyś kobietę. Czy jednak wolał teraz francuskie rogaliki od niemieckich bułeczek albo rybę zamiast szynki, to już tylko Bóg raczył wiedzieć… No cóż, teraz było już za późno, gdyby Alina zaczęła odwoływać zamówienie, spowodowałaby tylko niepotrzebne zamieszanie. Może zresztą dobrze się stało, będzie miała okazję zaobserwować reakcję Petera na lekceważenie jego woli.

Rozejrzała się po sali. Kilka rencistek siedzących po dwie nad tortami śmietankowymi, jakiś starszy pan z gazetą przy kawie… i – Alina drgnęła na wspomnienie ostatniej nocy – Michael Herpich w towarzystwie jakiegoś mężczyzny. Michael także zauważył Alinę, ukłonił się jej uprzejmie, ale dość oficjalnie. Widocznie jest tu służbowo, pomyślała. Obaj mężczyźni ubrani byli w garnitury, pod krawatami, na stoliku poza filiżankami stały także kieliszki. Ponieważ Michael natychmiast po ukłonie przestał zwracać na nią uwagę, Alina mogła przyjrzeć mu się staranniej. Owszem, był przystojnym typem; wysoki, bardzo męski, wysportowany, gęste włosy, ogolony, opalony. Można by się było w nim zakochać, ale Alina stwierdziła u siebie kompletny brak jakichkolwiek symptomów. Może dlatego, że jej własny związek przechodził właśnie kryzys i Alina nie miałaby do innego głowy, a może dlatego, i to raczej było właściwą przyczyną, że Alina nie zwykła była się zakochiwać. Kiedyś, dawniej, owszem. W zamierzchłej przeszłości zdarzało jej się to nawet dość często. Ale potem… po czym?… jak nożem uciął. Odczuwała ten brak w pewnym sensie jako wyzwolenie, trochę jak pozbycie się drobnego nałogu. W Peterze nigdy nie była zakochana. Poznała go, gdy obydwoje studiowali jeszcze, zaprzyjaźnili się, a gdy Peter wyznał jej swoją miłość, uznała, że znalazła doskonałego towarzysza życia. Teraz kochała go głęboko, ale nigdy z jego powodu nie zdawło jej się, że unosi się ponad ziemią, nigdy jej serce nie wywróciło koziołka, gdy ktoś przy niej wymówił jego imię…

A wracając do Michaela, to człowiek ten mógłby istnieć, mógłby zniknąć i nie zrobiłoby to jej żadnej różnicy. Polubiła go jako sympatycznego kolegę Petera, ale znała go zbyt krótko, by stał się dla niej ważny.

Peter przyszedł jednocześnie z kelnerką.

- Cześć Alino – cmoknął ją w czubek głowy. – Miałaś dobry pomysł. Teraz, gdy pracuję, trochę za rzadko się widujemy.

Usiadł przy stoliku i przychylnymi pomrukami wyrażał aprobatę dla stawianych przed sobą potraw. Chyba nie udawał?

- Przedtem ja pracowałam – przypomniała – więc też nie spędzaliśmy całych dni razem.

- Ja pracuję w i ę c e j niż ty. Często mam nadgodziny – powiedział.

Alina uśmiechnęła się wyrozumiale. Oczywiście, praca mężczyzny m u s i być trudniejsza i odpowiedzialniejsza niż praca kobiety.

- Klein podpisał umowę? – spytała.

- Klein? – spytał – Tak, podpisał. Oblewają to teraz z Michaelem, jak widzisz.

- Bez ciebie? – zdziwiła się.

- A po co ja byłbym im do szczęścia potrzebny?

- Prowadziłeś z Kleinem pertraktacje – przypomniała.

- Ja!? Kto ci to powiedział? Nic podobnego! Klein od początku był Michaela.

- Sam mi to powiedziałeś! A tego dnia, gdy poszliśmy do teatru, przysłałeś Hansiego do mnie po teczkę Kleina, bo zapomniałeś jej.

Peter sprawiał wrażenie zaniepokojonego.

- Żartujesz? – spytał niepewnie.

Jak on dobrze gra, pomyślała Alina i nagle ogarnęło ją przerażenie. A jeżeli on nie gra, jeżeli to wszystko dzieje się tylko w jej głowie? Nazwisko Kleina mogła usłyszeć przy innej okazji. Hansi przywiózł jej bilet do teatru, a teczką z aktami rzeczywiście się nie interesował.

- Dobrze się czujesz? – Peter dotknął jej dłoni. – Zbladłaś i masz wilgotną skórę. Słabo ci? Może odwiozę cię do domu?

Alina spróbowała zebrać się w sobie.

- Nic mi nie jest – powiedziała dzielnie. – To z głodu. Nic dzisiaj jeszcze nie jadłam, bo szłam na czczo do lekarza – wygadała się niechcący.

Ale Peter nie wyraził zdziwienia, nie spytał też co jej dolega.

- Bogu dzięki! – wypowiedział z westchnieniem ulgi. – Tak się martwiłem…

- Nie rozumiem..?

Peter zmieszał się.

- Rozmawiałem z Juttą. Dziwnie się ostatnio zachowujesz…

- Jutta do ciebie zadzwoniła? – spytała Alina, zła na przyjaciółkę.

- Nie – zaprzeczył. – To ja do niej zadzwoniłem. Jej zawsze więcej opowiadasz niż mnie, więc pomyślałem, że może mi już coś na ten temat powiedzieć. Zapierała się najpierw. Ona jest lojalna wobec ciebie, ta Jutta.

- No, ale wreszcie dała się uprosić – powiedziała Alina z przekąsem. – Do jakich wniosków doszliście? I kiedy to było?

- Dzisiaj rano. Uciekłaś z sypialni tak wcześnie. Wstałem i zobaczyłem, że łóżko jest zabłocone. Przypomniałem sobie, że w nocy parę razy wychodziłaś, myślałem wtedy, że do łazienki, ale ty musiałaś wychodzić na dwór. Poszedłem cię szukać. Słyszałem, jak chodzisz po domu, ale nie odpowiadałaś na moje wołanie. Dopiero gdy zawołałem z okna kuchni, odpowiedziałaś mi. Musiałaś być wtedy w środku, twój głos dochodził z góry, ale gdy się spotkaliśmy, wchodziłaś właśnie przez drzwi frontowe z ogrodu. Mówiłem do ciebie, ale mi nie odpowiadałaś, czmychnęłaś do kuchni, gdy tylko się odwróciłem. Zaraz z pracy zadzwoniłem do Jutty, chciałem się dowiedzieć, czy ona też coś zauważyła, czy się jej zwierzałaś.

To brzmiało szczerze. Historia w dużym stopniu zgadzała się z tym, co Alina zapamiętała z dzisiejszego poranka. Z jednym wyjątkiem. O d p o w i a d a ł a mu. Niewiele, ale odpowiadała. Nie mógł tego nie zauważyć. Zapomniał czy oszukiwał ją teraz? Może powinna mu uwierzyć? Jutta uwierzyła i wypaplała wszystko.

- Powiedziałem jej, że martwię się o ciebie – kontynuował Peter – bo bywasz czasami jakby nieobecna duchem. Na przykład wczoraj w altance. Milczałaś i choć patrzyłaś na mnie, nie reagowałaś na to, co mówiłem. Wreszcie wstałaś i poszłaś sobie. Powiedziałbym nawet, uciekłaś, jakby cię coś przestraszyło. Próbowałem wmówić sobie, że byłaś tylko zmęczona. Ale potem uparłaś się pójść sama do ogrodu, choć zbliżała się burza, a gdy wróciłaś, rozmawiałaś ze mną jak z obcym, aż mi ciarki chodziły po plecach. Już od dawna wydaje mi się, że masz czasem zawroty głowy, poruszasz się wtedy jakoś niepewnie. Kiedy indziej zadajesz mi pytania, jakbyś nie pamiętała, co robiłaś i co mówiłaś. No a wtedy, w restauracji, naprawdę sprawiałaś wrażenie chorej. W drodze do domu robiłaś jakieś dziwne miny, płakałaś… i co najgorsze, nic przy tym nie mówiłaś, choć pytałem.

I on te bzdury opowiedział Jucie? A ona uwierzyła?

- Uwierzyła ci? – spytała.

- Dlaczego miałaby mi nie wierzyć? – odpowiedział ze szczerym zdumieniem. – Ona jest twoją najlepszą przyjaciółką, ja twoim mężem, dlaczego mielibyśmy zmyślać coś na twój temat?

- Ach, więc ona opowiedziała ci wszystko, co jej zawierzyłam? Nie miała oporów?

- Miała, ale ponieważ miała z tobą podobne doświadczenia, więc…

- A jakież to ona miała ze mną doświadczenia!? – wykrzyknęła Alina oburzona. – Byłam w jej obecności trochę zdenerwowana, to fakt, ale miałam powód.

- Jutta nie chciała mi najpierw nic powiedzieć… – zaczął łagodnie. – To ja jej najpierw wszystko opowiedziałem. Dopiero wtedy opowiedziała mi o tym pokoiku, który tak cię fascynuje i o tym jak ją tam zaprowadziłaś… Pamiętasz? – spytał niepewnie.

- Jasne, że pamiętam – przyznała. – Powiedz, Jutta uznała nasz teatralny występ za mój paranoiczny wybryk? Sama brała w nim udział! Robiłyśmy tylko teatr!

- Jaki występ? Jaki teatr? – Peter zdawał się nie kojarzyć. – Nie wiem, czy mówimy o tym samym…

- Na pewno o tym samym. Byłyśmy tam tylko raz. Wiesz, wymyśliłam sobie coś w związku z tym pokoikiem, takie różne historyjki, Jutta wie o tym, i niechcący, gdy weszłyśmy tam, powiedziałam coś, jakbym grała rolę bohaterki jednej z tych bajeczek. Jutta zorientowała się i podjęła spontanicznie zabawę. Odegrałyśmy małą, ale dramatyczną scenkę. Nie powiesz mi, że ona wzięła to na poważnie?

Twarz Petera zasępiała się z chwili na chwilę.

- Z tego, co Jutta mi opowiadała, wynika, że nie odgrywałyście żadnej scenki – przerwał, jakby obawiał się gwałtownego protestu. – Ona rozglądała się po tej klitce, wyglądała przez okno i dopiero po chwili zorientowała się, że ty tylko stoisz bez ruchu, milcząc, jak w jakimś transie. Mówiła do ciebie, ale ty dopiero po chwili, jakbyś się nagle obudziła, zawołałaś: kawa, odwróciłaś się i wyszłaś.

- Co ty wygadujesz! Sam to wymyślasz, czy zmówiliście się z Juttą? Zaraz do niej dzwonię! Dlaczego ona m n i e tego nie powiedziała? Już wczoraj, natychmiast?

- Nie powiedziała ci, bo potraktowała to jako tylko głębokie zamyślenie. Dopiero, gdy opowiedziałem jej o moich doświadczeniach z tobą, tknęło ją, że sama była świadkiem czegoś podobnego. To mogą być początki epilepsji, Alino…

- Ktoś tu zwariował… – powiedziała Alina cicho – Ja, albo ty, albo ty z Juttą, albo my wszyscy razem…

- Byłaś u lekarza. To dobrze – powiedział Peter i objął Alinę ramieniem. Badał cię?

Oswobodziła się.

- Jasne, że mnie badał. Po to do niego poszłam. Mój elektroencefalogram jest w porządku – powiedziała dobitnie. – Nie mam padaczki… Tomografia też nic nie wykazała. Nie mam guza mózgu. Pozostaje tylko paranoja. To chciałeś mi wmówić!? – spytała z nie tajoną agresją.

Peter wpatrywał się w nią przestraszony.

Głupio ci, że odkryłam twoje sztuczki? pomyślała mściwie. Ciekawe, co powie Jutta. I ją omotał… Dlaczego skłamała? A może wcale nie skłamała, może opowiedziała Peterowi prawdę? To on teraz skłamał, żeby wbić klin między przyjaciółki! O, Alina nie podda się tak łatwo, jak te słabe kobietki w staroświeckich filmach. Niech Peter wie, że nie ma do czynienia z ciepłymi kluskami.

- Ja też już zauważyłam, mój drogi, że dzieją się dziwne rzeczy! Ale przeliczyłeś się, myśląc, że zaraz się poddam! Od tej chwili nie będziesz już prowadził wojny podjazdowej! Jedz teraz – rozkazała. – Ja też będę jadła, bo jestem głodna. I ani słowa na tamten temat. Porozmawiamy wieczorem. Zrozumiałeś?

- Zrozumiałem – zgodził się potulnie.

Jedli w milczeniu i tylko Peter rzucał czasem na Alinę przestraszone spojrzenia, które ona odwzajemniała groźnymi. Na zakończenie przykazała chłodno mężowi zapłacić za posiłek, wstała i zostawiła go samego przy stoliku.

*

Nie przeprowadzili wieczorem wyjaśniającej rozmowy. Alina zapowiedziała ją będąc przekonana, że zacznie od konfrontacji Petera z zeznaniami Jutty, niezgodnymi z jego bezczelnymi insynuacjami. Tymczasem Jutta, do której Alina zadzwoniła, pozostała przy wersji Petera dotyczącej sceny w izdebce. Wyparła się odgrywania teatru z Aliną. Według niej Alina stała w tym pomieszczeniu bez ruchu i bez słowa, mięśnie jej twarzy drgały, a spojrzenie było nieobecne. Mało tego, Jutta wyparła się, choć to doprawdy nie miało już sensu, otwierania okienka i twierdziła, że wyglądała przez szybę. W tym stanie rzeczy Alina uznała za stosowne powiedzieć Jutcie parę gorzkich słów i zerwać wieloletnią przyjaźń.

_______________________________

Alina Alinka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

~ by alijar on December 30, 2000.