Alina Alinka (13)

Dochodziła dopiero dziesiąta, gdy Alina wyruszyła wzdłuż brzegu, granicą wody i lądu. Szła po twardym, wilgotnym piasku, z którego dopiero co odbiegły fale, każda niedostrzegalnie krótsza od poprzedniej. Maszerowała w tłumie kolorowo ubranych urlopowiczów. Wszyscy dążyli na wschód. W kaloszach, sportowych butach lub boso wyruszyli jak co dzień po śniadaniu, każdy sobie, ale niemal jednocześnie z miasteczka położonego na zachodnim krańcu wyspy. Dopiero za pół godziny niektórzy zaczną się zatrzymywać w drodze, później zawracać, dzięki czemu pochód powoli się zmiesza i rozluźni.

Alina należała do najbardziej wytrwałych piechurów. Jeszcze tylko jakaś para z psem daleko w przodzie, kilka pojedyńczych osób za nią, a reszta zredukowana do czarnych kreseczek na tle piasku zdawała się poruszać tylko w miejscu. Para z psem znikła pomiędzy wydmami, a gdy Alina po jakimś czasie odwróciła się w stronę miasteczka, nie zauważyła już nikogo, kto szedłby w tym samym kierunku. Brzeg zakręcał łagodnym łukiem, dachy osiedla, port i białe kosze strzeżonej plaży znikły z pola widzenia. Jak okiem sięgnąć tylko piasek i morze. Dopiero teraz Alina zaczęła się rozglądać za miejscem, w którym mogłaby usiąść. Porzuciła wodę i ubity falami piasek i skierowała się ku wysokim wydmom. Twarde, ostre trawy schodziły z nich i bladozielonymi kępami wrastały w plażę tworząc pomiędzy sobą zaciszne zatoczki. Alina wybrała jedną z nich tuż pod zboczem, rozłożyła kurtkę i usiadła opierając się o wydmę jak w wygodnym fotelu. Dalekie morze cofało się ciągle jeszcze, poznawała to po jego cichym szumie. Wytrząsnęła z kieszeni zebrane prawie mimochodem muszelki i kamyki. Nigdy nie udało jej się zebrać tyle, żeby nie pragnąć więcej. Nigdy nie mogła nasycić potrzeby posiadania tych skarbów, może dlatego, że dobrze wiedziała, że cieszyć się nimi wolno jej tylko tu, na plaży. Zabrane stąd traciły swoją magiczną moc, stawały się – pamiątkami.

Już od tygodnia Alina i Peter przebywali nad morzem. Niemal całe słoneczne dnie Alina spędzała sama wędrując po wyspie to plażą, to nie kończącymi się wydmami, porosłymi srebrzystymi krzewami oliwnika, ostrą szeleszczącą trawą i mchem. Podziwiała piękno natury, z rozkoszą wdychała morskie powietrze, wygrzewała się na rozgrzanym piasku lub chłodziła w wilgotnym powiewie znad wody. Przyglądała się mewom i rybitwom i wypatrywała fok na dalekich ławicach piaskowych, wyłaniających się z morza w czasie odpływu. Codziennie zapewniała Petera o tym, jak dobrze zrobił zabierając ją ze sobą.

Nie miała już ataków. Alinka pozostała we wspólnym domu i ich drogi przestały się przecinać. Lecz Alina nie poczuła ulgi. Przeciwnie. Tęskniła za swoim drugim ja, za tą dawno zgubioną częścią swojej osobowości. Wiedziała, że Alinka bez niej nie nadawała się do życia. To, czym była, cechy charakteru, które ze sobą zabrała nie wystarczały, aby mogła normalnie egzystować. Co innego Alina. Gdyby nie przypadek, dzięki któremu drogi życia jej i Alinki zbiegły się po latach w tym samym domu, nie zauważyłaby nawet, że coś utraciła. Ludzie zmieniają się, odparłaby, gdyby jej ktoś powiedział, że dawniej była inna. Pomimo, że stany duszy, które w chwilach połączenia objawiały jej się jako własne, trudno by nazwać radosnymi, Alina nie chciała odciąć się od ich źródła. Przeciwnie, coraz silniej pragnęła wspierać Alinkę, wiedząc, że tylko z nią i w niej jej amputowany fragment może zaznać trwałego ukojenia.

Jeszcze cały tydzień musiała wytrzymać tu sama, coraz bardziej niespokojna, jak tamta daje sobie radę. Czy w ogóle zastanie Alinkę po powrocie? Dom był przecież tylko wynajęty razem ze sprzętami, jakże łatwo wyprowadzić się z niego. Co zrobię, jeżeli znów ją stracę, myślała z narastającym przerażeniem. Czy potrafię żyć jak dotychczas, zapomnieć o niej? Nie, na pewno nie. Świadomość, że część mojej duszy błąka się gdzieś po świecie zagubiona, nieporadna nie pozwoliłaby mi zaznać spokoju. Teraz jeszcze opiekuje się nią Michael, ale jak długo on wytrzyma? Odejdzie od niej, zaproponuje przyjaźń, bo będzie mu jej żal. Ale to nie dla Alinki. Ona pragnie tylko jednego – wiecznego zakochania. Michael nie będzie miał innego wyjścia, podobnie jak Gerbrand zerwie z nią wszelkie kontakty, pozostawi samą, niezdolną do życia. Jak roślinę wyrwaną z korzeniami. Czy uda jej się znaleźć następnego? A potem następnego i znów następnego? Alina nie łudziła się, żeby jakikolwiek związek Alinki miał szanse przetrwania. Co wtedy? Już nigdy ich drogi nie zejdą się, już nigdy nie nałożą się na siebie, nie stworzą całości. Przez resztę życia będzie Alinę prześladowała myśl o tamtej. Obawa, troska i tęsknota…

Brzegiem morza ktoś szedł. Mała figurka. Mężczyzna, kobieta, czy dziecko – z tej odległości nie dało się rozróżnić. Alina wpatrzyła się w tę postać, podświadomie zadowolona z tego, że jej pojawienie się na bezludnej plaży oderwało ją od coraz bardziej ponurych myśli. Gdy postać znalazła się na wprost miejsca, gdzie siedziała Alina, przystanęła, osłoniła oczy od słońca i spojrzała ku wydmom. Teraz już Alina mogła rozpoznać – to była kobieta. Szuka sobie zacisznego kącika, tak jak ja przedtem, pomyślała i zdziwiła się pragnieniu, powstałemu nagle w sercu. Pragnieniu, by ta kobieta usiadła gdzieś tu, w pobliżu. Rzeczywiście po chwili nieznajoma ruszyła znowu, ale już nie brzegiem wody. Skierowała się ku wydmom. Musiała widzieć siedzącą tam Alinę, mimo to nie zboczyła z wybranego kierunku. Pewnie chce mnie spytać, która godzina, albo o psa, bo jej uciekł, myślała Alina gorączkowo, aby zagłuszyć rodzącą się w sobie nadzieję. Nadzieję głupią, bo niespełnialną.

Rzuciła się znów na piasek i zamknęła oczy. Przebierała palcami przesypując suche ziarenka. Nie myśleć! Zanim znów otworzy oczy, tamta odejdzie już daleko, jej obecność nie będzie mamiła niespełnialnymi nadziejami!

Cień jakiś przemknął po jej twarzy. Mewa, czy…?

Ktoś usiadł obok. Blisko, bardzo blisko…

Za blisko jak na kogoś obcego?

Alina podniosła się powoli do pozycji siedzącej. Pozwolila sobie na jedno tylko krótkie spojrzenie z ukosa. Nie wiedziała, jak wytrzymałaby zawód, ale nie było już potrzeby zastanawiać się nad tym.

Poznała tę, która do niej przyszła.

Wróciła…?

Czuła jak drży, brakło jej tchu. Oparła głowę na kolanach.

Słyszała oddech tamtej.

- Przepraszam… – ledwie dosłyszalny szept.

Ani przez chwilę nie wątpiła o tym, że nie jest to zdawkowo wypowiedziane słowo, wstęp do rozmowy. To przepraszam było wyznaniem syna marnotrawnego, prawdziwym przyznaniem się do winy. Nie wiedziała jeszcze, co ma wybaczyć ale już ogarnęła ją wielka radość, bo zrozumiała wreszcie, to co od dawna już podejrzewała. To nie ona odcięła się od Alinki, to Alinka odłączyła się samowolnie i tylko od Alinki zależało, czy połączą się w całość, czy znów stracą z oczu.

Odwróciła głowę i znad ramienia spojrzała na tamtą. Alinka wpatrywała się w nią oczami dziewczynki. Trochę dziewczynka, trochę królewna, pomyślała Alina. Rzeczywiście można się w tobie zakochać i zapragnąć otoczyć cię opieką. Po chwili jednak zauważyła, że było to tylko złudzenie, koło niej siedziała bezradna, nieszczęśliwa kobieta w zaawansowanym średnim wieku, jak to trafnie sformułował doktor Aumann. Już niedługo nikt nie rozczuli się nad tobą, pomyślała Alina. Nikt poza mną jedną.

- Mów – powiedziała i znów złożyła głowę na kolanach i otoczyła ją ramionami.

- Gdybyś mi wtedy pozwoliła powiedzieć, co ja o tym myślę, może bym ustąpiła – zaczęła Alinka żałosnym tonem. – A może ty byś ustąpiła. Ale ty poszłaś dalej, taka dumna z podjętej decyzji. Nie mogłam inaczej, musiałam zostać! To było silniejsze! Zresztą to t y sprzeciwiłaś się przeznaczeniu. Słyszałam jeszcze twoją ostatnią myśl, gdy odchodziłaś: uciekłam przeznaczeniu! Ja nie uciekłam, ale bez ciebie nic nie mogło się udać. Chcę wrócić. Przebacz mi.

- To ty mi przebacz te lata, na które cię skazałam…

Alinka milczała. Nie było już nic do powiedzenia. Mgła zapomnienia zaczęła się rozpraszać.

Uciekłam przeznaczeniu! Więc ten mężczyzna to był Gerbrand! Epizod trwający kilka minut. Jaka czułam się wtedy sprytna, jaka dumna! Przypadkowe spotkanie na ulicy wielkiego miasta. Krótkie, jeszcze nieświadome spojrzenie i nagle wiem: to ON. W jednej chwili gotowa byłam się w nim zakochać. Przeczułam, że może nas połączyć wielka miłość. Poznałam po jakimś błysku w jego oczach, po jakimś nieznacznym drgnieniu twarzy, że i on o tym wiedział. Właściwie moglibyśmy bez wstępów rzucić się sobie w ramiona i od tej chwili iść razem przez życie. On powiedział coś jeszcze do swego towarzysza, dokończył zdanie, które zaczął zanim jeszcze nasze drogi się spotkały. Słyszałam, co mówił, ale nie rozumiałam. Nie, nie zidentyfikowałam języka, owszem, to mógł być holenderski, poznałam tylko, że ten człowiek jest cudzoziemcem. Jeżeli poznamy się, rzucę wszystko i podążę z nim choćby na koniec świata, nie miałam co do tego wątpliwości. W jednej sekundzie przypomniałam sobie jak trudno przyszło mi zaasymilować się w Niemczech, ile ciężkich chwil, ile trudu mnie to kosztowało. Uświadomiłam sobie, że los szykuje mi właśnie następne doświadczenie tego typu i przeraziłam się. On, Gerbrand, szedł właśnie do mnie z uśmiechem wyrażającym radość i obietnicę. Odwróciłam się i odeszłam. Coś szarpnęło się w duszy, zabolało, ale tylko przez chwilę. Nie popatrzyłam już za siebie…

Zapomniałam. Niedługo potem poznałam Petera…

Alina wstała, otrzepała spodnie z piasku, zawiązała rękawy kurtki na biodrach. Słońce stało już wysoko, rozgrzało piasek. Zrzuciła buty i boso pobiegła ku morzu. Woda była lodowata, ale Alina pozwoliła lizać falom stopy, gdy szła lekka i szczęśliwa z powrotem do miasteczka. Czy Peter wyjdzie jej dziś na przeciw? Czy to on, tam, daleko?

Cudowne, dawno zapomniane drżenie serca powiedziało jej, że pora na nową miłość. Nowe zakochanie.

- Peter! – zawołała, a gdy odpowiedział uniesieniem dłoni, ruszyła mu biegiem na przeciw i choć stopami rozpryskiwała wodę, zdawało jej się, że unosi się nad ziemią.

_______________________________

Alina Alinka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

~ by alijar on December 30, 2000.