Alina Alinka (12)
Ten pomysł wpadł Alinie do głowy niespodzianie, ledwo za Juttą zamknęły się drzwi. Zdziwienie, że dotychczas o tym nie pomyślała, ustąpiło w następnej chwili gorącemu pragnieniu zrealizowania go natychmiast. Ale w tym celu trzeba się znów połączyć. Nic nie stało na przeszkodzie, do powrotu Petera zostało jeszcze kilkanaście minut. Gdzie była Alinka? W gorączkowym pośpiechu Alina rozpoczęła poszukiwania. Zaczęła od kuchni, a skończyła na pokoiku z oknem, ale znów jak dziś rano bez skutku. Dopiero, gdy po raz trzeci przebiegła mieszkanie, domyśliła się przyczyny. Jutta, przyjaciółka Alinki, nie poszła jeszcze. Obie siedziały sobie gdzieś i gadały w najlepsze. Alina nie mogła do nich dołączyć. Zasada ich spotkań była prosta i jednoznaczna: musiały robić to samo w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Alinie nie pozostało więc nic innego, jak powściągnąć ciekawość, pójść do izdebki i czekać cierpliwie. Nie wątpiła, że po odejściu przyjaciółki tam właśnie uda się Alinka.
Na razie jednak stała samotnie w duszności maleńkiego zakurzonego pomieszczenia. Alinka otwierała czasem okienko w swojej rzeczywistości, jej samej nie udało się to jeszcze nigdy. Popatrzyła przez brudną szybę na ogród, przebadała wzrokiem wszystkie widoczne fragmenty ulic, którymi jeździł Peter do pracy i zatrzymała wzrok na stacji benzynowej. Teraz, bez wsparcia jakie dawały uczucia tamtej, nie tylko okropnie się w tej klitce nudziła, ale w dodatku z całą wyrazistością zdawała sobie sprawę z tego, jak nienormalne, wręcz chorobliwe było takie czekanie. Jak ten nieszczęsny Michael mógł spokojnie pracować, wiedząc, co jego żona robi? Nie mógł. To jasne. Tak, Alinka słusznie podejrzewała, że znów zbliża się katastrofa. Taka sama, jak zawsze i jak zawsze nie jestem w stanie jej odwrócić. Dlaczego on nie może być zadowolony z tego, że go tak bardzo potrzebuję i kocham … Nie wiem, co to miłość? … Ja!!?? Ja, która jestem samą miłością? … Tylko zakochaniem… Zakochanie, miłość; czy to nie to samo? … Chcę zobaczyć Gerbranda … Tak, Gerbrand był pierwszy … Chcę zobaczyć Gerbranda … Nie wiem, gdzie on teraz mieszka, co robi, zerwał ze mną wszelki kontakt, bo nie chciałam zostać z nim tylko w przyjaźni … Chcę zobaczyć Gerbranda … Pamiętam, jak wyglądał, pamiętam tyle szczegółów: jego spojrzenie, nasadę włosów, dłoń, holenderską wymowę, czubek nosa … To mi nie wystarczy, to jest jeszcze gorsze niż portret namalowany przez Picassa … Mam zdjęcia. Schowałam je razem z listami Gerbranda … Chcę je zobaczyć … Nie, nie chcę ich widzieć. To boli! … Nie zamykaj pamięci. Myśl o nim … Ty? Ty tu jesteś? Więc to ty chcesz zobaczyć Gerbranda? … Chcę wiedzieć jak on wyglądał … Wiesz, jak wyglądał! … Mylisz się, nie znałam żadnego Gerbranda — Dlaczego nie odpowiadasz? — Wiem, że jesteśmy razem, popatrz, okno jest otwarte — Chodź, pójdziemy do twojego pokoju i pokażesz mi fotografie Gerbranda. Dlaczego nie odpowiadasz? — Chcę wiedzieć, jak on wyglądał. Ty jesteś ja. Ja jestem ty. Gerbrand mógłby być też i moim wspomnieniem… Dlaczego…
Nie!! Gerbrand jest tylko mój!! TYLKO MÓJ!!
Na strychu zaskrzypiała podłoga. W tym samym momencie Alina poczuła, że jest znów sama. To Peter wrócił. Nie Michael. Nie obaj.
*
- Szef wysyła mnie na szkolenie! – Tymi słowami Peter przywitał Alinę. Zrozumiała, że musiało chodzić o duży krok na drodze do awansu, jeżeli Petera nie zmartwiło miejsce, w którym znalazł swoją żonę. To dobrze. Nie zależało jej na tym, żeby Peter nadmiernie się jej problemami przejmował.
- Wspaniale! – pochwaliła na wyrost i ruszyła do kuchni, żeby przyrządzić coś do jedzenia. Peter podążył za nią. Zanim wyjęła z zamrażarki dwie porcje czegokolwiek i wsunęła je do kuchenki mikrofalowej, Peter wytłumaczył jej, jakich kwalifikacji nabędzie w trakcie dwutygodniowej intensywnej nauki.
- Wspaniale – powtarzała jak katarynka, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego Alinka tak zdecydowanie podkreślała swoje wyłączne prawo do Gerbranda. Może dlatego, że jej życie w porównaniu z życiem Aliny było takie żałośnie nieudane. Jedyne, co potrafiła, to zdobywać mężczyzn. Zakochiwać się i iść tam, dokąd ją to uczucie wiodło. – Wspa… – zaczęła, bo Peter znów krótką przerwą dał jej do zrozumienia, że oczekuje reakcji. – Co powiedziałeś?
- Spytałem, czy się zgadzasz – powiedział i utkwił w niej pełne napięcia spojrzenie. – Bardzo mi na tym zależy.
Zrozumiała, że byłoby świństwem odmówić mu.
- Zgadzam się. Oczywiście – powiedziała z nadzieją, że w razie gdyby rzecz była nie do przyjęcia, uda się ją w ostatniej chwili odkręcić.
Peter chwycił ją w ramiona, podrzucił ją jak małe dziecko do góry, czego nie cierpiała, i okręcił się z nią dookoła własnej osi, od czego dostawała mdłości. Zniosła proceder cierpliwie.
- Proszę o szczegóły – powiedziała.
- Wyruszamy jutro rano, a nie dopiero popołudniu. Tak zdecydowałem, bo kurs zaczyna się pojutrze, więc będziemy mogli rozejrzeć się razem po okolicy. Mamy pokoje w hotelu z widokiem na morze. Tak się cieszę, że chcesz ze mną pojechać, chociaż większość dnia będziesz spędzała sama. Ale to chyba lepiej niż rozstawać się na całe dwa tygodnie, prawda? Nie byłbym spokojny, gdybyś została sama, w tym domu, gdzie zaczęłaś miewać… gdzie zaczęłaś… chorować. Lepiej, że pojedziesz ze mną, ale oczywiście nie mógłbym cię zmusić, gdybyś wolała zostać. Mam zajęcia codziennie od dziewiątej do pierwszej i od trzeciej do siódmej. Śniadanie możemy jeść razem w hotelu, obiad też, a na kolacje możemy chodzić do różnych restauracji. Jak zresztą wolisz. Mój wolny czas należy do ciebie. Och, tak się cieszę. Chyba dobrze ci zrobi zmiana miejsca i morskie powietrze…
*
Po kolacji Alina powiedziała:
- Idź dziś sam do altany. Ja muszę zacząć się pakować. Twoje rzeczy też spakuję.
Pozbyła się Petera, żeby samotnie poszukać Alinki. Miała mimo wszystko nadzieję namówić ją na pokazanie zdjęć Gerbranda. Tak więc po raz trzeci tego dnia zaglądała w każdy kąt domu uważając, czy nie poczuje znajomego przyciągania, albo zawrotu głowy. Niestety Alinka, gdy jej mąż był w domu, nie potrafiła przebywać gdzie indziej, niż u jego boku. Leżała w świątyni Słońca i żeby się z nią połączyć, Alina musiała pójść tam i znów zamienić się z Peterem miejscami. Niewiele jej to pomogło. Alinka trzymała Michaela za rękę i nie dawała się od niego oderwać.
Gdybym powiedziała teraz głośno, że idę do domu, bo chcę obejrzeć coś w starych szpargałach, musiałaby chyba wstać i pójść. A gdyby się wykręcała, mogłabym poprosić Michaela, żeby przyniósł mi moje stare fotografie.
Wiedziała jednak, że tego nie zrobi. To nie byłoby lojalne wobec Alinki. Wstała z leżanki z nikłą nadzieją, że Alinka podąży za nią. Odwróciła się do męża.
- Idziesz do domu? – spytał Peter.
- Popatrzę na nasze orandy – wyjaśniła z westchnieniem.
*
Alina zbudziła się nagle w środku nocy. Zwykle spała spokojnie w nowej sypialni, ale tym razem nie chciała natychmiast znowu zasnąć. Wysunęła się spod ramienia Petera i cicho wstała. Nie była pewna dokąd idzie, ale domyślała się po co. Uchyliła drzwi i wykradła się cicho z pokoju. Zeszła po schodkach i bezszelestnie przebiegła pusty strych. Przechodząc koło dawnej sypialni zapukała krótko i roześmiała się wiedząc dobrze, że pokój był w jej wymiarze pusty. Po raz pierwszy znalazła się świadomie na północnym strychu po ciemku. Zawahała się. Przyszła tu, żeby na dole w izdebce spotkać Alinkę, wolała jednak nie wybić sobie oka o jakiś grat wystający z bezładnych zwałów. Przez pewien czas stała w drzwiach niezdecydowana, aż wreszcie wpadła na prozaiczny pomysł poszukania kontaktu. Znalazła przełącznik tam, gdzie powinien być, przy drzwiach. Słaba żarówka dawała akurat tyle światła, ile trzeba było, aby przejść bezpiecznie od drzwi do schodków. Alina ruszyła przed siebie. Za każdym razem, gdy przechodziła tędy za dnia, mijała ledwie widoczny spod innych sprzętów fragment jakiejś szafki. Widoczne były same drzwiczki. Zdobił je ornament przedstawiający korowód egzotycznych zwierząt: słoni, żyraf, nosorożców, a także jakichś ptaków. Przechodząc obok, Alina za każdym razem postanawiała przy najbliższej okazji obejrzeć mebel dokładniej, ale potem zapominała o nim aż do chwili, gdy znów zauważała go przypadkiem śpiesząc do izdebki. Tak było i dzisiaj. Ponieważ w pokoiku pod strychem Alina spodziewała się spotkać Alinkę, wolała nie zatrzymywać się po drodze. Mrok panujący w pomieszczeniu i tak bardzo utrudniłby oględziny. A mimo to, jakby wbrew sobie, Alina zatrzymała się przy szafce. Przykucnęła i otworzyła drzwiczki. Wewnątrz coś było. Pudełko. Ładne, ozdobne pudełko z pokrywką, oklejone błyszczącym, niebieskim papierem w aniołki i gwiazdki. Wyciągnęła je niecierpliwie i uniosła wieczko. Dłonie same zagłębiły się w zawartości i prawie po omacku grzebały w stosach listów i fotografii, aż natrafiły na zdjęcie formatem i strukturą powierzchni nie różniące się prawie od innych. Ale Alina wiedziała, że znalazła. Poderwała się na nogi i podbiegła tam, gdzie zwisała z sufitu naga żarówka.
Gerbrand… Więc tak wyglądał… Jej typ. Dlatego wydał się jej w pierwszej chwili znajomy. Zdecydowanie jej typ. Odwróciła zdjęcie. Je eeuwige geliefde Gerbrand, przeczytała.
Postanowiła zabrać zdjęcie ze sobą i przyjrzeć się Gerbrandowi w lepszym oświetleniu. Lecz gdy znalazła się przy drzwiach i podniosła rękę do przełącznika zauważyła, że ściśnięte palce drugiej dłoni nie trzymają nic… Dopiero teraz zrozumiała, że spotkanie, na które szła, już się odbyło i że nie zdawała sobie z tego sprawy, bo Alinka przez cały czas milczała, by żadną myślą, żadnym uczuciem nie wyjawić więcej, niż chciała.
_______________________________
